czwartek, 2 stycznia 2014

(minus) tysiąc pięćset sto stopni


temperatura osiągnęła minusowe apogeum. takich notowań nie doświadczyłam nigdy dotąd. codziennością są anomalie pogodowe, ale zmiany temperaturowe stałocieplnych ssaków nie były dotąd spotykane. dodatkowo szok termiczny utrzymuje się przez dłuższą chwilę mimo doraźnych środków w postaci ciepłego okrycia, rozgrzewających napojów i rozkręconego kaloryfera. mimo trzęsących się dłoni palce wybierają na czarnej klawiaturze ciepłe, białe literki dość spójnie. nie taki diabeł straszny, jakiego go malują. to jest - niestety - jak jazda na rowerze, pływanie czy rolki - tego się tak szybko nie zapomina. bo bez sprawdzenia nie umiem przypomnieć sobie, kiedy ostatnio byłam po brzegi pełna nostalgią. słupki rtęci zawsze dość czerwone, by tutaj nawet nie zaglądać, a co dopiero napisać coś, co byłoby soczyście spójne, bo powinno być w tym samym rodzaju, żeby się  t u  znaleźć.
  

niedziela, 17 listopada 2013

/b e z t y t u ł ó w/



byłam pewna, że nic więcej nie trzeba, a jakże się myliłam. bo ze zrodzonych uczuć powstają w każdym z nas emocje, których chronimy jak zaczarowane skarby. chciałabym czasami stanąć z boku i zastanowić się, co się dzieje, spojrzeć i móc ocenić bez-impulsywnie.
gruboskórność zgubiłam w pewnym miejscu, tuż obok niepewności wisi w szafie. próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości przesuwam suwakami mieszając emocje i rozsądek z rzeczywistością. nie sądziłam, że wszystko się pomiesza. wirujemy przy 700 obrotach, jak automat w domu każdej perfekcyjnej pani, a tutaj przyszło nam pogodzić się z nie-idealnym wyobrażeniem o nas samych w sobie i nas jako-takich, dla innych. jestem złożona z wielu przenikających się warstw. znając je wszystkie dobrze wiem, co zależne jest od czego. uciekam tu od rozmów, bo czuję zagrożenie, w końcu ciężko było znaleźć się w tej życiowej dżungli. ale to nie wszystko, to nie koniec, nie można na tym poprzestać. codzienność, szczególnie taka wspólna to ciężka praca. nad sobą, nad tą drugą osobą i rzeźbą, perfekcyjnych dwóch różnych części, dopasowując je i spajając, próbując i nie przestając.


niedziela, 25 sierpnia 2013

/z życia wzięte/


mam ochotę ci trochę opowiedzieć o sobie. to trudne zadzwonić, jakby nigdy nic, przedstawić się i wypaplać pół kasy z doładowania, opowiadając coś do nic nie rozumiejącej ściany. zastanawiasz mnie. pędząc rowerem przez miasto, truje mnie jedna wiadomość, której 'prawie' nie zauważyłam. truje mnie dzięki tym wielu wiadomościom, których nigdy nie wysłałam, aż do czasu, gdy urwałeś pętelkę ze swojego zestawu słuchawko-kubkowego rozwiniętego między naszymi blokami. czasami się mówi: "trudno" i drepcze się dalej, ale dlaczego jest ZAZWYCZAJ tak, w ten sposób, że potykamy się o siebie i nie wiadomo jak, staramy zwrócić uwagę, chociaż wcześniej ją odwróciliśmy z premedytacją?

/z życia wzięte/

wtorek, 23 lipca 2013

get high





pamiętam, jak niezgrabne poszukiwania, pewnej zwariowanej nocy, zakończyły się sukcesem. i to nie jednym, nie umiem ich zliczyć, świat kręcił się w tańcu i biegł przed siebie nie znając jeszcze drogi. mocno trzymając go za rękę śmiałam się wśród śpiących uliczek pięknego, nocnego miasta. 

kiedy coś, czego się nie spodziewamy, albo coś, na co nie liczymy, w co wątpimy, dzieje się to i wprawia nas w kosmiczny zachwyt, przypadkowość. 

i mamy teraźniejszość, która zupełną odwrotnością przeszłości jest. a podekscytowanie spędza sen z powiek, działając lepiej niż nie jedna mocna, czarna kawa. 

niedziela, 21 lipca 2013

b ae d









może czasami brakowało mi tych wieczorów, kiedy mogę być sama dla siebie, tylko w moim własnym, przytulnym półświatku, spowitym ze słów. dzisiaj, paradoksalnie, nie brakuje mi tego. nie brakuje mi siebie. dość już mam nie-dzielenia się z nikim sobą. zbyt pełna jestem pływających we krwi uczuć, przylepiających się do czerwonych ciałek w kształcie owocowych landrynek. zamiast upału, roztapia mnie klimatyczna tęsknota. suche, gorące noce nie pozwalają szybko zasnąć. trudno znaleźć sobie zupełnie inne, nieznane miejsce, kiedy dane jest mi być w przestrzeni, którą znam na wylot. przez to tracę dystans, zespalam się w nierozłączną jedność z 'nie moim' życiem.

najlepszą ochroną jest atak. wybij mi to z głowy.

środa, 5 czerwca 2013

jedną nogą.

  

 jedną nogą jestem w swoim nowym świecie. stoję w rozkroku pomiędzy starym a nowym i beztrosko cieszę się w tej pozycji czekając i czując jak upływa czas na mojej twarzy. coraz więcej włosów na głowie mam. ta niewidzialna siła, która pcha mnie na przód sprawia również, że nie muszę wcale dużo i długo spać. że czasami wystarczy mi tylko śniadanie i szklanka wody zamiast napoju z konserwą. i że chcieć, to też móc, jeśli tylko 'chcieć' nie jest pustym słowem, ale przesyconym czynem. liczę na siebie, bo czuję się dobrze w punkcie, gdzie stanęła moja prawa noga. tak, prawa, bo bardziej stabilna, mocna. wszystko zależy od pierwszego kroku. cierpliwie czekam abym mogła śmiało i dumnie przenieść lewą nogę, dorównując ją do drugiej.
   

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

za bardzo...

   w jej oczach tańczą zagubione jak ona sama łzy. nie umie odpowiedzieć na zadawane pytania, bo czuje wewnętrzny ścisk i suchość w gardle. wezbrany jak przypływ mętlik w głowie uderza w nią jak morska fala w lichy falochron. ukrywając się pod ciepłą kołdrą spędza popołudnia marnując nieodwracalnie czas, który przydałby się na ogarnięcie całego bałaganu jaki sobie sama narobiła w życiu. jak ma się dzielić swoją beznadziejnością, skoro na liście swoich obowiązków jest zawsze ostatnia? kiedy już zaczyna myśleć 'tylko o sobie' - bywa za późno. tym razem pewnie zabraknie nawet jednej, małej deseczki ratunkowej, która pomogłaby wydostać się na brzeg. skrupulatnie chowając swoje nieznośne uczucia i emocje, pędzi z uśmiechem przez miasto. mimo, iż życie przekonało ją o tym, że ładunki wybuchowe w końcu eksplodują, nadal nie potrafi zajmować się nimi na świeżo i szybko rozbroić to czyhające niebezpieczeństwo. trudno - saperką nie zostanie. 
   to on nie pozwala jej być czasami małą bezbronną dziewczynką. wszystko, co o niej wie, sprowadza się do osoby bardzo silnej młodej kobiety, która zawsze ze wszystkim daje sobie radę. takie kobiety nigdy nie zaufają, kiedy nie da im się komfortu bezpieczeństwa, pewności i stałości. skoro ona tego nie miała, czy właśnie tego oczekiwała od mężczyzny jej życia?